
BEER BIKE
to miejsce dla pasjonatów wielodniowego bikepackingu, którzy lubią poznawać nowe miejsca, pokonywać długie dystanse i podziwiać świat z perspektywy rowerowego siodełka. A kiedy po całym dniu w trasie przychodzi czas na odpoczynek, jest jeszcze coś, co potrafi poprawić nastrój i pozwala odkrywać lokalne smaki – degustacja piw w rzemieślniczych browarach. Na szczęście zarówno w Polsce, jak i u naszego zachodniego sąsiada, nie brakuje miejsc, w których można znaleźć prawdziwe piwne perełki.
Skąd pomysł na BEER BIKE?
To połączenie dwóch rzeczy, bez których trudno mi sobie wyobrazić udaną wyprawę: roweru i piwa. Dla wielu może to brzmieć jak niezbyt dobrana para. I wiecie co? W pewnym sensie całkowicie się z tym zgadzam.
Obowiązuje przecież prosta zasada: „Piłeś? Nie jedziesz!” I nie zamierzam z nią dyskutować. W Niemczech przepisy dotyczące jazdy na rowerze pod wpływem alkoholu różnią się od polskich, ale to nie oznacza, że warto testować swoje możliwości. BEER BIKE nie jest zachętą do łączenia alkoholu z jazdą. Zasada jest prosta i niezmienna: najpierw kilometry, potem degustacja – zawsze w miejscu docelowym danego dnia. Bez wyjątków!
Od sakw do bikepackingu
Na rowerze jeżdżę już od dłuższego czasu, a swoją przygodę z długodystansowymi wyprawami zaczynałem na trekkingowym Giant AnyTour, obładowanym sakwami.
Kiedyś usłyszałem od byłego zawodnika MTB, że rowerzyści z sakwami to „SS” – czyli Same/Sakwy. Nie wiem, czy to oficjalna nomenklatura kolarska, ale przyznaję, że coś w tym jest. Szczególnie kiedy człowiek patrzy na swój rower obwieszony bagażami z każdej strony.
Mimo wszystko bardzo dobrze wspominam tamten etap. To właśnie na trekkingu zdobywałem doświadczenie, poznawałem uroki długich tras i uczyłem się, że rower potrafi zawieźć człowieka znacznie dalej, niż początkowo zakładał.
W pewnym momencie pojawia się jednak myśl: a gdyby tak jechać szybciej, dalej i z nieco większą lekkością? I wtedy zaczynasz rozglądać się za sprzętem, który pozwoli Ci zrobić kolejny krok.
Gravel, czyli mniej bagażu, więcej kilometrów
Kolejnym etapem był karbonowy Giant Advanced 1 w konfiguracji gravelowej, wyposażony w torby bikepackingowe Ortlieb. Różnica była odczuwalna niemal od razu. Lżejszy zestaw, inna pozycja na rowerze i większa dynamika jazdy przełożyły się bezpośrednio na pokonywane dziennie dystanse.
Bikepacking ma jednak swoje ograniczenia. Największym z nich jest pojemność toreb. Na początku trudno się z tym pogodzić, bo przecież zawsze znajdzie się coś, co może się przydać. A skoro jest jeszcze trochę miejsca, to dlaczego tego nie zabrać?
Z czasem zaczynasz jednak rozumieć, że ograniczona pojemność wcale nie musi być wadą. Wręcz przeciwnie – zmusza do myślenia, selekcji i rozsądnego pakowania. Nagle okazuje się, że połowa rzeczy, które wcześniej zabierałeś, nigdy nie opuściła torby podczas całej wyprawy.
I wtedy pojawia się pytanie: dlaczego wcześniej tak bardzo się obciążałem?
Mam jedną prostą wskazówkę: przed każdą wyprawą przygotuj listę kontrolną. Zapisz wszystko, co planujesz zabrać, a następnie przeanalizuj każdą pozycję. Czy naprawdę tego potrzebujesz? Czy wykorzystasz to w trasie? Czy istnieje lżejsza alternatywa?
Ostateczna selekcja i tak nastąpi podczas pakowania, ale dobra lista pozwoli Ci uniknąć wielu zbędnych kilogramów.
Twoje mięśnie Ci za to podziękują. Rower będzie lżejszy, jazda przyjemniejsza, a kolejne kilometry przestaną być walką z niepotrzebnym obciążeniem.
W moim przypadku zmiana sprzętu i sposobu pakowania pozwoliła zwiększyć dzienne dystanse z około 100–120 km na trekkingu do 150–210 km na gravelu. Dzięki temu podczas jednej wyprawy mogę pokonać od 1500 do nawet 2500 km, w zależności od tego, ile mam urlopu.
Oczywiście nie sam rower robi robotę. Liczą się również kondycja, teren, pogoda, nawierzchnia i organizacja całej wyprawy. Ale dobrze dobrany sprzęt zdecydowanie pomaga.
Partnerka na dwóch kołach, czyli wspólna pasja w praktyce
Większość tras mogę pokonywać samodzielnie, ale nie oszukujmy się – czasem dobrze jest mieć do kogo otworzyć usta. Najlepiej, żeby była to osoba, z którą można dzielić nie tylko widoki, zmęczenie i przygodę, ale również zainteresowania.
Na szczęście mam partnerkę, która podziela moją pasję do rowerów, a do tego udało mi się zarazić ją drugą – zamiłowaniem do piwa rzemieślniczego.
W moim przypadku przekonywanie nie było szczególnie trudne. Jestem piwowarem domowym, więc na co dzień mogła obserwować, jak powstaje złoty trunek. A domowe warzenie to proces pełen niespodzianek. Nie każde piwo wychodzi tak, jak zakładałeś, ale właśnie w tym tkwi część jego uroku.
Uważam, że nawet nieudane piwo rzemieślnicze może być ciekawym doświadczeniem, bo za każdą warką stoi inny pomysł, receptura i historia. To zupełnie inny świat niż produkcja wielkich, powtarzalnych partii piwa.
Mam też wrażenie, że w przekonaniu mojej partnerki pomogła odrobina naukowych argumentów. A konkretnie – opowieści o wpływie piwa na kobiece piersi. Jeśli ten temat Was zainteresował, zachęcam do samodzielnego poszukania rzetelnych informacji. Internet jest pełen teorii, ale nie każda z nich ma solidne podstawy naukowe.
Tak czy inaczej, najważniejsze jest to, że możemy wspólnie realizować nasze pasje. A jeśli przy okazji trafiamy do ciekawego browaru, to trudno o lepsze zakończenie dnia.
Ten sam kierunek, ale nie zawsze to samo tempo
Wróćmy jednak do rowerów, bo wspólna pasja to jedno, a wspólna jazda – drugie.
Kiedy przesiadasz się na sprzęt, który daje Ci wyraźnie większe możliwości, łatwo zapomnieć, że podobna zmiana powinna nastąpić również po drugiej stronie. A przynajmniej wtedy, gdy chcecie wspólnie pokonywać długie dystanse w zbliżonym tempie.
Nasza pierwsza wyprawa w konfiguracji: ja na gravelu, partnerka na trekkingu, nie należała do szczególnie udanych. Zamiast beztroskiego kręcenia kilometrów pojawiły się nerwy, frustracja i niepotrzebne spięcia. Wszystko rozbijało się o drastycznie różne prędkości i możliwości obu rowerów.
Nie będę rozwijał tego tematu, bo każdy ma własny charakter, podejście do jazdy i oczekiwania wobec wspólnych wypraw. U nas taki układ po prostu się nie sprawdził.
Rozwiązanie przyszło w kolejnym roku. Zainwestowaliśmy w gravel również dla mojej dziewczyny. I chyba po raz pierwszy była mi naprawdę wdzięczna za mój uparty charakter.
Od tamtej pory wspólne wyprawy nabrały zupełnie innego wymiaru. A ja nie spoczywam na laurach – teraz próbuję przekonać ją do pedałów SPD. Zobaczymy, jak potoczą się negocjacje.
Rok 2026 – kolejny krok
Myślałem, że po przesiadce na karbonowego gravela mam już wszystko, czego potrzebuję. Jak się okazało, apetyt rośnie w miarę jeżdżenia.
W 2026 roku poczułem, że czas na kolejną zmianę. Na moim celowniku znalazł się PINARELLO GREVIL F5 AXS.
Sam byłem zaskoczony, jak duża potrafi być różnica między rowerami, które na papierze wydają się reprezentować podobną klasę. Geometria, sztywność, napęd, prowadzenie i ogólne dopracowanie konstrukcji wpływają na to, jak rower zachowuje się w trasie. A kiedy spędzasz na nim wiele godzin dziennie, zaczynasz dostrzegać rzeczy, które podczas krótkiej przejażdżki pozostają niezauważone.
Czy nowy sprzęt pozwoli mi pokonywać jeszcze większe dystanse? Czy bardziej docenię komfort, czy może prędkość? I jak sprawdzi się podczas wielodniowych wypraw z bagażem?
Tego jeszcze nie wiem. Ale właśnie dlatego warto ruszać w drogę.
Co przyniosą kolejne kilometry? Na pewno o tym napiszę.
Trasy, miejsca i piwne przystanki
Na tej stronie będę dzielił się przebytymi trasami, sprawdzonymi odcinkami, ciekawymi miejscami i doświadczeniami z wielodniowych wypraw. Znajdziecie tu rowerowe przygody, praktyczne wskazówki dotyczące bikepackingu oraz miejsca, do których warto dotrzeć na dwóch kołach.
Nie zabraknie również lokalnych browarów rzemieślniczych, degustacji i piwnych odkryć – bo podróżowanie to przecież nie tylko pokonywanie kilometrów, ale również poznawanie ludzi, smaków i lokalnych historii.
Nie chodzi o to, żeby jechać jak najszybciej i zaliczać kolejne kilometry. Chodzi o to, żeby jechać dalej, odkrywać więcej i mieć z tego frajdę.
A kiedy na koniec dnia rower zostanie odstawiony, bagaże rozpakowane, a trasa zapisze się na liczniku – przyjdzie czas na zasłużony odpoczynek.
Najlepiej w dobrym towarzystwie i przy piwie z lokalnego browaru.
BEER BIKE – najpierw droga, potem degustacja!

https://velomapa.pl/widzety/db142a9b-8194-409e-aab0-e4db70eb7e99Pobierz gpx i zobacz więcej na velomapa.pl

